Nielegalne handlowanie środkami poronnymi to intratny biznes, więc na stronie internetowej,gdzie można je kupić, mamy także do czynienia z zabiegami marketingowymi. Jak można się tego spodziewać, są one odrażające – zabicie nienarodzonego dziecka jest przedstawiane jako standardowy zabieg medyczny, a nawet…ocalający życie.

Oto co m.in. możemy przeczytać na stronie:
„Odsetek przypadków śmiertelnych przy zabiegu aborcyjnym przy użyciu Mifepristone i Misoprostolu szacuje się na 1 na 100 000. Oznacza to, że bezpieczna aborcja przy użyciu tych środków zawsze ocala czyjeś życie.” Autorzy tego tekstu nie widzą różnicy między zabiciem dziecka w łonie matki, a na przykład wycięciem wyrostka robaczkowego. Twierdzą że nielegalna aborcja środkami poronnymi jest bezpieczniejsza dla kobiety niż inne nielegalne metody.Nakłaniają przy tym do popełnienia przestępstwa, a przede wszystkim pomijają fakt, że każda aborcja niesie ze sobą duże ryzyko powikłań i zawsze kończy się śmiercią dziecka.

„Należy zakończyć swoją więź z ciążą”

Kłamstwa dotyczą także syndromu poaborcyjnego. Autorzy tekstu twierdzą, że czegoś takiego nie ma, a wszelkie wyrzuty sumienia należy tłumić, na przykład w taki sposób: „Nie traktuj się zbyt ostro. Mów do siebie z akceptacją. Jesteś dobrym człowiekiem. Jesteś moralna. Powtarzaj sobie, że jesteś odważna – dokonałaś przecież bardzo trudnego wyboru. Przypominaj sobie dlaczego dokonałaś tego wyboru. Pamiętaj, że w tych okolicznościach był on najlepszym z możliwych.” To kolejna obrzydliwa manipulacja. Polecamy posłuchać Irene Van der Wende. Dokonała ona aborcji w młodym w wieku i w podobny sposób próbowała wyprzeć swoje wyrzuty sumienia. Dopiero stanięcie w prawdzie było pierwszym krokiem do tego, aby poradzić sobie z traumą po zabiciu dziecka.

Handlarze środkami poronnymi zachęcają również do czytania relacji kobiet po aborcji na tej samej stronie. Co ciekawe wiele z nich opisuje ogromne poczucie winy, co potwierdza fakt, że syndrom poaborcyjny jest rzeczywistym problemem. Niewykluczone, że pozostałe relacje, mówiące o uldze po „zabiegu” zostały napisane na zlecenie.

Jedną z rad aborcjonistów dla kobiet, które jednak nie potrafią wyprzeć wyrzutów sumienia, jest napisanie listu pożegnalnego, aby „zakończyć swoją więź z ciążą”. Pytanie tylko, kto miałby być jego adresatem, skoro w każdym innym miejscu strony, dziecko w łonie matki jest odczłowieczane poprzez określenia typu: zlepek komórek, zarodek lub produkt ciąży. Przez nieuwagę autorzy sami przyznali, że chodzi tutaj o dziecko, które zabito.

Co w przypadku, kiedy środki poronne nie zadziałają?

Administratorzy strony mają na to bardzo prostą radę – zalecają zamordować dziecko w inny sposób – na przykład poprzez aborcję w gabinecie ginekologicznym (zazwyczaj nielegalną). Ostrzegają przy tym, że płód po nieskutecznym działaniu preparatu może być „zdeformowany”. Sam tekst reklamujący środki poronne można przeczytać również w 18 innych wersjach językowych, więc na tę propagandę narażone są kobiety w wielu krajach, w których takie „zabiegi” nie są dostępne na życzenie. Aborterzy zarabiają ogromne pieniądze, namawiając matki z tych państw do zamordowania dziecka, popełnienia przestępstwa i zostawiają je z wielką traumą na całe życie. W zamian oferują rady typu: „ Powtarzaj sobie że postąpiłaś dobrze”.